Diagnoza – czy warto?

Jak to się zaczęło, że trafiliśmy do specjalistów z podejrzeniem spektrum autyzmu? Jakie były nasze kolejne kroki? Jakie mieliśmy wątpliwości? Co zrobilibyśmy inaczej? – tego dowiesz się Drogi Czytelniku, czytając ten wpis 🙂

Kiedy się ma pierwsze dziecko nie jest łatwo zorientować się szybko w problemie. Po wielu nieprzespanych nocach, niespokojnych spacerach, wyczerpujących popołudniach zaczęliśmy stawiać pytania, czy to rzeczywiście „tak ma być’. Ponieważ Mama była na studiach z logopedii (na nasze SZCZĘŚCIE) w czasie, gdy urodził się nasz Synek, naturalnie zwracała większą i baczną uwagę na osiąganie przez niego „kamieni milowych” rozwoju, a zwłaszcza na brak niektórych z nich we wskazanym czasie. Więc tak to się zaczęło… od wątpliwości Mamy, czy wszystko jest ok? Jesteśmy przekonani, że tak to się zaczyna niemal zawsze – od wątpliwości rodziców, od zauważenia, że zachowanie naszego dziecka odbiega od zachowania innych dzieci. Coś niepokoi…

W naszym jednak przypadku, Mama zaczęła mieć wątpliwości już po dwóch miesiącach życia. Co więcej, nad czym należy naprawdę ubolewać, żaden z lekarzy pediatrów i innych specjalistów nie widział niczego niepokojącego, wręcz przeciwnie zawsze mówili nieśmiertelne: „Każde dziecko rozwija się inaczej” albo „Państwa Synek ma jeszcze czas na osiągnięcie umiejętności, których brak zauważacie”. Nawet Tata, za co Mamę już przepraszał nie raz, na początku uważał, że problemy ma nie Synek, ale Mama :). Nasze doświadczenia więc potwierdzają, że rozpoczęcie ścieżki diagnozy – nawet jeśli ma rozwiać wątpliwości i potwierdzić że wszystko jest okej – wymaga od rodziców odwagi i zmierzenia się z lękiem o to, co mogą po diagnozie usłyszeć. Zaczęliśmy bowiem stawiać pytania i szukać odpowiedzi, mimo iż wielu dookoła mówiło, że niepotrzebnie. Jednak, co chcemy bardzo dobitnie podkreślić: lepiej jest zacząć, bojąc się i drżąc o przyszłość własnego dziecka, niż czekać. Nie można czekać i stracić bezcennego czasu, który można już poświęcić na działanie.

Każdy miesiąc zwłoki jest zmarnowaną szansą na pomoc dziecku. Każdy praktyk powtórzy, że im wcześniej zaczęta terapia czy leczenie, tym lepsze efekty. Czasu się niestety cofnąć nie da, więc zawsze lepiej zacząć jak najwcześniej. Wiemy dziś także, że mózg dziecka w pierwszych latach życia jest najbardziej plastyczny, co oznacza, że jest najbardziej podatny na oddziaływania terapeutyczne (więcej o tym tutaj). Nawet więc największe problemy czy ryzyko poważnych zaburzeń rozwojowych można zniwelować do minimum, jeśli zacznie się terapię odpowiednio wcześnie. Nasz Synek i jego rozwój są najlepszym dowodem na prawdziwość powyższej tezy. Gdy zaczynaliśmy, mieliśmy duże obawy o to, czy będzie mówił, czy będzie chodził itp. Wiele udało się osiągnąć i przezwyciężyć, bo zaczęliśmy terapię bardzo wcześnie, już w 5. miesiącu życia.

Dziś pewnie niektóre rzeczy zrobilibyśmy inaczej (na początku szukaliśmy trochę po omacku), ale na pewno nie zmienilibyśmy tego, by jak najszybciej zacząć działać, mimo iż wiązało się to z jakimś cierpieniem. Uważamy, że nie tylko warto, ale każdy rodzic konieczne powinien udać się do specjalisty na diagnozę zaburzeń czy zagrożeń rozwojowych, jeśli tylko ma wątpliwości co do rozwoju swojego dziecka. Nie polecamy nikomu wsłuchiwać się w głos „dobrych doradców” mówiących, ile to dziecko ma jeszcze czasu na to, czy tamto… Oni nie są z dzieckiem na co dzień, to rodzice znają swoje dziecko najlepiej, to rodzice zwykle trafnie przeczuwają, że jest jakiś problem i tego przeczucia, czy – mówiąc inaczej – wewnętrznego głosu nie powinni w sobie zagłuszać. Naprawdę nie warto…