No i znów mamy zdalne nauczanie… Rewelacja, zwłaszcza dla dziecka z ASD, któremu sporo czasu zajmuje przyzwyczajenie się do szkoły. Czeka nas więc w tym roku rozpoczynanie (a więc oswajanie pewnych emocji, pokonywanie lęków itp.) po raz trzeci. Wspaniale…
A tak na poważnie to sprowokowało to nas do kilku rozważań na temat edukacji (w tym zdalnej) serwowanej dzieciom z potrzebami. Być może dla wielu nie będą to myśli odkrywcze, tym gorzej – dla systemu edukacji oczywiście. Miało być na blogu po kolei, od diagnozy przez kolejne etapy, ale ta nauka w domu to jednak duże wyzwanie i duże koszty, stąd tych kilka refleksji w tym miejscu.
Dziś znów kilka razy Synek próbował zadać pytanie, zanim włączył mikrofon i sformułował myśl, Pani już oddawała głos innej osobie i wybuch złości – a raczej bezradności – gotowy, pomyślałam sobie, że ta sytuacja to podsumowanie całego zdalnego nauczania w pigułce.
Przede wszystkim trudno mi się pogodzić z tym, iż zdalne nauczanie w naszej szkole, szkole integracyjnej, to (w 1 klasie!) 1:1 przed komputerem, czyli pierwszak spędza po kilka godzin dziennie (ale to podobno nie jest normą w każdej szkole, nam niestety się trafiło). Wydaje się, że przynajmniej wśród pedagogów wiedza na temat zgubnego wpływu długiego przebywania dziecka przed komputerem powinna być duża, chyba jednak nie jest. Jeśli więc chcemy oszczędzić synowi przestymulowania, musimy wyłączać go z lekcji i brać na siebie ciężar nauczania. Trudno mi też zrozumieć, dlaczego dostaje tak mało czasu na odpowiedź na pytanie czy zadanie pytania, skoro wszyscy wiedzą, że istnieją problemy komunikacyjne w ogóle, to co dopiero za pośrednictwem nowych technologii. Jedno, co mogę zapisać na plus, to fakt, iż mogliśmy zobaczyć, jak wyglądają lekcje (powiedzmy mniej więcej, bo pewnie różnią się nieco od tych w budynku szkoły) i z czym Synek ma – i jakie – problemy.
Mogę jednak już śmiało stwierdzić, dla całej rodziny dziecka z ASD, szkoła to drugi newralgiczny – obok diagnozy – moment w życiu.
Jeśli chodzi o naszą ocenę sytuacji edukacyjnej, bilans na ten moment, niestety, raczej na minus.
Z największych trudności możemy wymienić:
– wiele rozmów prowadzonych w szkole przekonuje nas, że wiedza o Zespole Aspergera i w ogóle o spektrum autyzmu jest niedostateczna (mimo iż mówimy o szkole integracyjnej) albo oparta na stereotypach (!);
– próby wyjaśniania (nawet naukowego), z czego wynikają niektóre zachowania, odbierane są przez pedagogów często jako „tłumaczenie syna”, czyli znów się kręcimy wokół utrwalonego schematu: rodzic tłumaczy dziecko, a ono jest niegrzeczne. Tak, czasami jest „niegrzeczne”, tylko zasadnicze pytanie brzmi, dlaczego takie jest, bo tylko wtedy można podjąć adekwatne działania do tego, by to zmienić (ciągle nie widzę próby nawet zadawania tego pytania: a np. może zaczepia koleżankę, bo nie umie nawiązać dialogu; albo czytany w klasie tekst jest za długi, a jego możliwości percepcji tekstu słuchanego skończyły się po kilku minutach).
– zbyt łatwo rezygnuje się z pracy i prób znalezienia porozumienia z dzieckiem z ASD (ze względu na nadpobudliwość Synka skreślono go z dodatkowych zajęć sportowych już po dwóch tygodniach);
– według rozporządzenia nie powinno być w nauczaniu początkowym ocen, ale w praktyce one się pojawiają (i nie chodzi tylko wpisy w elektronicznym dzienniku, ale także komentarze do dzieci, ponieważ wraz z synem uczestniczymy w zdalnym nauczaniu, to słyszymy wszystkie komentarze, łącznie z takimi, jak: „na zadanie domowe: proszę się ładnie nauczyć, tak aby dostać C”);
– IPET (indywidualny program edukacji terapeutycznej) to jedynie przepisanie wytycznych z orzeczenia, w szkole samorządowej integracyjnej – przynajmniej w naszej szkole – nie otrzymuje dziecko indywidualnego programu, idzie z programem klasy (pewnie docelowo otrzyma przymrużenie oka przy ocenianiu, tak to sobie wyobrażam), to niedostateczne…
Kolejny raz okazuje się, że wiedzy o ASD brakuje wśród pedagogów, że bardzo wiele zależy od podejścia i od tego, na kogo się trafi. Integracja nie może być tylko hasłem w nazwie szkoły, trzeba podjąć trud i realizować ją w praktyce.
