Mama powiedziała dziś zirytowana zachowaniem Synka:
– „Puknij się w czoło!”
No i się puknął, nawet kilka razy… 😊
Wczoraj zaś zobaczył auto z napisem: BADANIA DROGOWE i pyta:
– „Co to znaczy badania drogowe? Czy to, że się kogoś bada, jak upadnie na drogę?”
Nie jest czymś nowym, czy nieznanym, że dzieci ze spektrum autyzmu mają problemy z rozumieniem metafor, gier słownych i wszelkich niedosłowności, ale jak to utrudnia – ale i zabarwia czasem śmiechem – codzienne życie, to wiedzą tylko rodziny dotknięte ASD. Z drugiej strony, dopiero dłuższe przebywanie z dzieckiem z ZA (czy w ogóle ze spektrum), pokazuje jak bardzo nasz język jest wieloznaczny, na jak wielu płaszczyznach odchodzimy od dosłowności. Zwykle gra wieloznacznością odbywa się poza naszą świadomością, natomiast komunikacja dziecka z ASD wyciąga wieloznaczności i stawia na świeczniku😊
W terapii Synka wiele wysiłku włożyliśmy w zabawy, które pokazują, że nie wszystko jest dosłowne, że czasem się mówi z ironią lub używa przenośni, widzimy tego efekty, ale i tak mamy w domu „króla dosłowności”.
Trzeba jednak przyznać, że Synek czasem już się mniej denerwuje, w takich sytuacjach, dopytuje o znaczenie słów (!), czyli czuje, że coś z tym znaczeniem jest nie tak, czasem nawet badawczo pyta: „żartujesz?” (dotyczy to ironii), a więc oswajanie i nauka przynoszą efekty. Szczerze mówiąc, niewiele dała w tym zakresie praca na tekstach terapeutycznych i tworzenie sztucznych sytuacji, natomiast zaskakująco dobre efekty przyniosły sytuacje –mocno osadzone w kontekście (a w tym Tata jest mistrzem) – w których sobie z Synka (i z Synkiem) żartowaliśmy. Oczywiście zawsze na końcu trzeba go było przytulić i wytłumaczyć te sytuacje, zwłaszcza gdy używaliśmy ironii czy sarkazmu.
Wydaje się nam więc, że ten aspekt terapii – praca nad dosłownym rozumieniem języka – powinien przede wszystkim uwzględniać sytuacje przeżywane z najbliższymi, bo wtedy frazeologizmy, metafory czy gry słowne mogą być często używane, zakorzenione w czynnym języku.
Wybrane przykłady z naszego życia:
– wykorzystywanie sytuacji, które skłaniają do rozmów o znaczeniu połączeń wyrazowych, np.:
Tata stoi przy malutkiej córce i mówi do Synka: „przejmij pałeczkę”, Synek podchodzi do przewijaka i mówi: „pałeczko, pałeczko”😊
– przy wielokrotnym zadawaniu tego samego pytania przez synka, przestajemy na nie odpowiadać, a zaczynaliśmy z niego lekko żartować, stosując ironię (co z jednej strony wybija go ze stereotypowego używania pytań, a z drugiej uczy rozumienia ironii);
– szczególnie jeśli Synek zadaje pytanie, na które wiemy, że zna odpowiedź, często odpowiadamy z ironią, np. „Tato, która godzina?” (pyta się 3x w ciągu 15 min), „Czterdziesta szósta” – mówi Tata, „Nieee! Żartujesz! Czternasta dwadzieścia” – odpowiada sobie sam Synek;
– wplatanie np. związku frazeologicznego (najlepiej często tego samego) w różne konteksty, z objaśnieniem. Związki takie nie były sztucznie wybierane, ale „przynosiło je życie” (np. Mama: no to jak leci ten alfabet? Synek: no samolotem), my tylko objaśnialiśmy i staraliśmy się kilka razy powtórzyć dany związek w różnych kontekstach;
– przy czytaniu książek lub opowiadań, jeśli zawarta jest w tekście jakaś wieloznaczność, zawsze zatrzymujemy się przy niej dłużej i rozmawiamy o jej rozumieniu.
