Czy coś byśmy zmienili…

Zbliżają się urodziny naszego Synka. To już 9 lat wspólnej podróży i, jakby na to nie patrzeć, trudnej walki o lepsze jutro. Takie chwile często skłaniają do podsumowań i refleksji. 

Widząc drogę, jaką przeszliśmy, wiele rzeczy nas prawdziwie cieszy. Patrząc jednak na wciąż występujące trudności i na to, jak z niektórymi sprawami nasz Synek radzi sobie na tle rówieśników, czasem zadajemy sobie pytanie, czy coś można było zrobić więcej, lepiej…

Na pewno robiliśmy tyle, na ile w danym momencie pozwalała nam nasza wiedza i możliwości. Teraz nasze doświadczenie jest o 9 lat większe, ale jakoś trzeba było je zdobyć.

Kilka słów podsumowania, może dla kogoś będą inspiracją:

  • nie żałujemy czasu poświęconego na terapię Synka – zwłaszcza tę w domu, prowadzoną przez nas (głównie przez Mamę). Od poznania diagnozy codziennie staraliśmy się, choć nie zawsze się udawało, znaleźć czas na stymulację i wspólną pracę, co zaowocowało nie tylko poprawą funkcjonowania Synka, jak i pozwoliło na zbudowanie więzi i lepsze poznanie go;
  • sporo czasu zajęło nam szukanie diagnozy medycznej, ale cieszymy się, że czas ten nie był martwy, ale wypełniony działaniem w oparciu o diagnozę funkcjonalną (gdybyśmy chcieli czekać najpierw na postawienie diagnozy przez lekarzy, przez ok. dwa lata nasz Synek byłby bez pomocy);
  • dziś nie balibyśmy się zmienić przedszkola, kiedy dostrzegliśmy jego niedostateczność (wydaje się, że to częsty problem rodziców, brak decyzji o zmianie, mimo iż takie wyjście wydaje się najlepsze), wtedy się niestety na to nie zdecydowaliśmy;
  • mając dzisiejszą wiedzę nie przerwalibyśmy fizjoterapii, kiedy Synek zaczął chodzić (wówczas zespół terapeutyczny powiedział nam, że dalsza fizjoterapia nie jest potrzebna, a jedynie za jakiś czas można wdrożyć zajęcia SI, niestety skutki tej decyzji są widoczne do dziś – zła dystrybucja napięcia mięśniowego, obniżony poziom sprawności motorycznej itp.);
  • widząc też, jak wielkim skarbem są dla Synka jego dwie siostry i jak wiele daje mu możliwość obserwowania ich rozwoju, a przez to nauki relacji opartych na emocjach, jesteśmy przekonani, że wiedząc o tym, nie zwlekalibyśmy tyle z decyzją o starania o drugie i trzecie dziecko;
  • za to nie żałujemy czasu i pieniędzy poświęconych na ściankę wspinaczkową, bardzo wzmacniające zajęcie i hartujące siłę woli. Polecamy wszystkim, którzy tylko mają możliwość;
  • no i może miałby człowiek czasem więcej cierpliwości, mając dzisiejsze doświadczenie😉

Generalnie jednak jesteśmy bardzo dumni z naszego Synka i z tego, ile udało mu się osiągnąć. Dla zdrowego dziecka, któremu nauka np. umiejętności społecznych zajmuje „tyle” czasu, że nawet jej nie zauważa, może to jest łatwizna, dla naszego Synka to były czasem Himalaje wysiłku, konsekwencji, codziennej pracy – ale udało się! 

Ciekawe, jakie doświadczenia mają inni Rodzice? Jeśli ktoś chce się nimi z nami podzielić, piszcie na mejl podany w zakładce Kontakt.